Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-kolejowy.ostrowwlkp.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server014688/ftp/paka.php on line 5
eszy.

- Cześć - powiedział beztrosko Mark, patrząc na huś¬tającą się ponad jego głową dziewczynę.

eszy.

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Miała na sobie dżinsy.
- Dlaczego? - spytała nieufnie.
Odwróciła się i spostrzegła, że obserwował jej zachwyt z wyraźną przyjemnością.
- I tak zostałeś pijakiem... - stwierdził smutno Mały Książę.
- Nie, nie jestem królem, jestem tylko... - zaczął wyjaśniać Mały Książę, ale Król nie pozwolił mu dokończyć
Podniósł się również.
- Dokładnie nie wiem, ale odnalazłam w sobie pewną opowieść -odpowiedziała po chwili.
- Skąd się wzięłam? - odparła Róża powoli, jakby z wahaniem. - To trudne pytanie. Nie mogę odpowiedzieć, że
- Już mnie nie ma - odparł, nie przestając się uśmie¬chać. Gdy przechodził obok niej, przystanął i znowu deli¬katnie dotknął jej policzka. - Przykro mi, że musiałem cię zasmucić złymi wieściami - szepnął i zajrzał jej głęboko w oczy. Serce w niej zamarło. - Śpij dobrze. Jutro zaczy¬namy nowe życie.
- Siedzi tu od trzech dni. Podobno przyjechała, żeby naniego czekać, bo tak się stęskniła. Akurat. A jak się szarogęsi! - żachnęła się. - Zupełnie jak matka księżnej Lary... – Nagle zreflektowała się. - Och, najmocniej przepraszam!
Beck wyciągnął komórkę z kieszeni na piersi marynarki i sprawdził wyświetlacz. - Faktycznie. Najwidoczniej nie zdążyłem jej odebrać. - Miałam nadzieję, że dostanie ją pan przed wyruszeniem w podróż. - Wolałbym, żeby pani szef był na tyle uprzejmy, aby spotkać się ze mną, zanim wyjechał z miasta w takim pośpiechu. Kiedy zamierza wrócić? - Nie poinformował mnie o tym. - Czy można się z nim skontaktować telefonicznie? - Mogę panu podać numer hotelu. Jest w Cincinnati. - Rozumiem, że otrzymanie numeru komórki... - Jest wykluczone - ucięła. - Inaczej stracę posadę. - Nie chciałbym być za to odpowiedzialny. - Gdy pan Nielson zadzwoni, aby wysłuchać wiadomości, czy mam przesunąć pana spotkanie z nim na inny termin? - Tak, proszę. Jeśli nie odbiorę telefonu, proszę zostawić mi wiadomość z dokładną datą i godziną. Dostosuję swoje zajęcia do tego spotkania. Gdyby była pani na tyle uprzejma, proszę zadzwonić też do mojego biura i na telefon domowy. Nie chciałbym, aby dzisiejsza sytuacja się powtórzyła. - Oczywiście, panie Merchant. - Dziękuję. - Przykro mi, że fatygował się pan na próżno. Pani również - powiedziała, spoglądając na Sayre. - Ja również chciałabym się umówić z panem Nielsonem w najbliższym odpowiadającym mu terminie. - Poinformuję go o tym, pani Hoyle. - Lynch. - Oczywiście. Przepraszam. Sayre podała recepcjonistce swój numer telefonu komórkowego i do centrali motelu, po czym odwróciła się, by wyjść. Beck stał już w otwartych drzwiach, przytrzymując je. - Do zobaczenia, Brendo - rzucił przez ramię, wychodząc. - Do widzenia, panie Merchant. Sayre i Beck wyszli na korytarz razem i stanęli, czekając na tragicznie powolną windę. Zjechali do lobby, na dole Beck ruszył prosto do wyjścia, Sayre zaś skierowała się w stronę toalety damskiej. Wszystko odbyło się w kompletnej ciszy. Gdy pięć minut później Sayre wyszła z wieżowca, Beck stał na ocienionym chodniku i rozmawiał przez telefon. Nie ucieszyła się na jego widok. Dała mu wystarczająco dużo czasu na zniknięcie. Była piąta po południu i ulicami centrum miasta wędrowały tłumy spieszących się do domu ludzi. Wszędzie były korki i spaliny, zatrzymywane przy ziemi przez wilgotne powietrze sprawiały, że ciężko było oddychać. Beck wyglądał na wykończonego. Włożył palec do drugiego ucha, żeby zredukować nieco hałas i skoncentrować się na rozmowie. Zdjął marynarkę i przerzucił ją przez ramię, rozluźnił krawat i podwinął rękawy koszuli. Wyglądała zupełnie tak, jak przy ich pierwszym spotkaniu, na cmentarzu. - Widząc ją, rozłączył się i przedarł się przez tłum w jej kierunku. - Nielson jeszcze nie dotarł do hotelu - powiedział. - Nie fatyguj się z dzwonieniem do niego. - Spróbuję później.
powiedzieć, właśnie teraz, co kiedyś powiedziała mi Maska przy Lustrze Prawdy...

– Ja... pozwól mi odejść – zaczęła desperacko. Pot spływał jej po plecach, cała drżała. –

którym Jennifer urządziła sobie gabinet. Pamiętał, że trochę trwało, zanim znalazł liścik, nie
uczelni, gdzie zajadali frytki. Bar na Sepulveda, gdzie za jej namową po raz pierwszy wypił
Porywaczka jest dokładna, jej plan dopracowany w najmniejszym szczególe, czas
oni dokończą pracę ręcznie. Stali w zwartej grupce, śmiali się, żartowali i palili, a Bentz czuł,
cholery? Wpatrywał się w ciemność.
O1ivia śmiała się głośno i piszczała. Jej sandałki upadły na schody.
– No to miałeś szczęście – mruknął Hayes.
– Już słyszałam. Cały wydział aż huczy od plotek. – Hayes uniósł brew. Wzruszyła
przez poranny ruch uliczny. Jedno było jasne: Shanę bardzo poruszyły zdjęcia Jennifer. Nie
znajdowała się zaledwie kilka cali od jej czoła.
– Ale chciałam, żebyś walczyła, chciałam, żeby RJ zobaczył, jak rozpaczliwie szukasz
śmierci Jennifer, ale niemożliwe, by żyła.
Hayes spojrzał na podjazd – stał tam pikap z plandeką na pace i błyszczący lexus.
okien, nie pozwalały jej głęboko zasnąć. Dzisiaj po kilku godzinach walki dała sobie spokój i
przesyłkę, ale biorę się w garść. Nie ma sensu ryzykować bez powodu.

©2019 ten-kolejowy.ostrowwlkp.pl - Split Template by One Page Love